witaj!

Na początek... The End

I tak skończył się świat. Niezauważalnie. Szybko się żyje, to i na obserwacje czasu nie ma. Zresztą, na co tu patrzeć. Ma się co robić. Praca, a o stołek trzeba walczyć. Dom, a konkurencja młodsza, ładniejsza i bogatsza tylko czeka. Wczasy nad morzem, w zakładowym ośrodku z pełnym wyżywieniem – tak się żyje! Telewizor LG za bardzo dobrą cenę, z wyprzedaży, nawet niedługo trzeba było czekać. Się poszło koło 4 rano, o 8 otwierali, się wpadło od razu do półki i proszę. Stoi i gra.

Skończyły się filmy. Nikt już nie szuka nowych form wyrazu. Nikt z rozmachem nie pokazuje uczuć. Bo niby skąd wziąć uczucia??

Aktorzy, żeby zagrać musieliby wyobrazić sobie jak można by się zakochać, jak się przeżywa miłość a jak zawód, a jak zazdrość… A nie, zazdrość znają. Zazdroszczą sobie kasy za role, zazdroszczą wielkości basenu, zazdroszczą żon, kochanków, ogrodników, psów i adoptowanych dzieci. Show must go on! A jakże, trwa, trwa w najlepsze. Ale nie tylko miłości i czułości nie umieją pokazać. Też oddania, poświęcenia, bólu umierającego z pragnienia człowieka… Taki aktor, jaki człowiek. Wobec ich impotencji, szczytem artyzmu staje się więc kontemplowanie przez operatora zardzewiałych latarni, piętnastominutowa perspektywa torów kolejowych i ujęcia z czterech stron rozwalającego się baraku z praniem wywieszonym przed nim na drucie. Ohyda.

Nieudolni aktorzy nie umieją pokazać nie tylko miłości. Nie umieją pokazać prawdy o człowieku. Christopher Lee był ostatni co umiał. Pokazywał prawdę o człowieku co się odczłowieczył. Nie było lepszego Księcia Drakuli od Christophera Lee. Ale któż teraz zatrudniłby Lee do ro-li. Za stary jest przecież. Muskułów nie ma, blond grzywy też nie ma, ot co. No, może taki jakiś wariat co się porwie na Władcę Pierścieni… On zatrudnił. I to była najlepsza rzecz, jaką zrobił, oprócz zrobienia samego filmu.

Ale poza tym, Christopher Lee kurzy się na półce z Bardzo Dobrymi Rzeczami Świata.

A obok niego Szekspir. Ooooo, wyśmiewany wielokrotnie za Romea i Julię, ale w duchu tak wielbiony. Kto raz przeczytał, ten uwierzył, że miłość jest w życiu najważniejsza. Uwierzył, że za marzeniem trzeba do końca. To takie niedzisiejsze. Chociaż nie, to bardzo dzisiejsze – za marzeniem do końca, tylko marzenia jakieś nie szekspirowskie. Bo kiedyś to za ukochanym, za miłością, a teraz za kasą, za awansem – do końca, a jakże, naszego, albo lepiej konkurencji.

Skończyła się muzyka. (*) Nikt już nie umie zagrać jednego utworu przez 20 minut. Bo nikt już nie ma nic do przekazania. Skończyła się wrażliwość na dźwięki. Jest sieczka z automatycznej perkusji i keyboard. Kto wie co to są organy Hammonda, jak brzmi harfa i że gitara elektryczna najlepiej smakuje z orkiestrą symfoniczną. Która z „gwiazd” wie w ogóle, co to jest orkiestra symfoniczna, suita… Eeee! Każda wie, że jedno radio jest najlepsze do zdobycia popularności wśród półgłówków w białych samochodach z grubymi rurkami i z kratką a inne radio zapewni sprzedaż na odpowiednim poziomie. Sprzedaż. Magiczne słowo. Zaklęcie.

Kto teraz słucha piosenek? Nikt! Bo nie ma czego słuchać! Najinteligentniejszy utwór składa się z 5 słów – najlepiej o mgle i deszczu, aha! i jeszcze oooo kocham cię, kocham, powtarzanych w kółko, nawet bez zmiany kolejności. Nie pisze się tekstów, bo nikt nie ma niczego do przekazania. Nikt nie myśli, więc nie ma piosenek w których zawiera się jakaś własna mądrość i refleksja. Co tu gadać, jak nie ma o czym mówić. Ale jakieś wyjęczane 2 minuty zawsze się przydadzą. Gwiazdy! I tak wiadomo, że w godzinie w radiu ma się zmieścić tyle i tyle piosenek, a jak jakaś będzie za długa to wyciszą. Dziwna zależność, wyciszają piosenki - słupki rosną. A jak rosną słupki, to i redaktorom rośnie na koncie i w oczach szefów. A o to chodzi, nie kminisz!?

A płyty? Kto teraz słucha płyt?? Starcy! Młodzi co są dżezi, lansi, trendi i kul nie czekają na nowe wydania, nie oglądają z czułością książeczek – ale tak włóż z powrotem, żeby nie zagiąć różków, nie wczytują się w teksty, nie wsłuchują w dźwięki… Muzę się ściąga z sieci w mp3. Proste, nie?

Skończyli się ludzie.

Kobiety to wyrachowane dziwki, co za kasę zrobią wszystko. Jak to było? Najlepszymi przyjaciółmi kobiety są diamenty..? Och, jak bardzo są! Ale jakby nie było diamentów, to i cyrkonie będą git. Albo chociaż srebrny pierścionek z kryształkiem. Najlepiej w komplecie z bransoletką… Mężczyźni? Chachacha… Najważniejszymi kobietami w ich życiu są oni sami! Od matek chcą już nie tylko obiadu i podania herbaty do stolika przy kanapie, ale i kremu na zmarszczki. Robią dzieci bo nie mają nic lepszego do roboty. No i ogromnie są zmęczeni wyemancypowanymi kobietami, co to same jeżdżą samochodem na wakacje, ale oni przecież nie jeżdżą tylko dlatego, bo do pracy muszą chodzić – o emeryturę dbać. Mężczyźni jęczą przed potomnością na kolanach. Ale własnej kobiety nie umieją przeprosić nawet przez telefon... Tchórze. Mięczaki. Nie uświadczysz rycerza. Ani księżniczki. Nawet ich cieni już nie ma.

Jak żyć w takim świecie?

Pana Syn nie był wariatem, Mistrzu.

I o tym, czego już nie ma, a bez czego nie byłoby nas, a w każdym razie mnie, będzie właśnie tu. Wkrótce.

Zapraszam, aneta awtoniuk